Adopcje

Dziadziunio w typie Husky potrzebuje pomocy.

Kochani, szukamy domu choćby tymczasowego dla Blackiego, wiek około 9 lat. Jeżeli nie możesz go adoptować, zostań jego wirtualnym opiekunem i wspomóż nas finansowo. Utrzymanie i opieka na tym psiakiem kosztuje pół tysiąca złotych miesięcznie.

Jesteś zainteresowany adopcją zadzwoń Beata: 519 503 544 lub Ewa: 512 411 765
Tekst przygotowała: Ewa Walczak-Chajec

Historia tego psa jest niezwykle zawiła. Udało mi się ją poznać do około 2014r.  Pies przed 2014r został wyciągnięty z jakiegoś schroniska i przywieziony do pani Jolanty Sołek z Wieliczki (behawiorystka, szkoleniowiec, wieloletnie doświadczenie z psimi zaprzęgami i psami trudnymi). Pani Jolanta popracowała z psem i przekazała fundacji Husky-adopcje. w 2014 roku do fundacji zgłosiło się małżeństwo z Miłkowic (gmina obok Legnicy) i zaadoptowało psa. Od tego czasu Blacky był w schronisku  w Legnicy 5 razy (odławiany z terenu gminy Miłkowice). Nie wiem jak długo trwały te wcześniejsze pobyty, ostatni od maja 2017r. W międzyczasie właściciele sie podobno rozwiedli. Gmina odebrała im prawo odbioru psa ze schroniska...no i tak siedzi. W schronisku nie wychodził na spacery, pracownicy mówili, że pies jest dziwny, agresywny, po prostu się go bali, wiec nikomu psa nie wydawali. Siedział więc od maja w boksie. Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam w boksie, wyglądał strasznie. Zero reakcji, smutne puste oczy, patrzące bez emocji. Kulał na jedną nogę - pracownicy mówili, że skakał po budzie i skręcił kilka dni wcześniej. Patrzył jak inne psy wychodzą z wolontariuszami na spacery i miotał sie  w kojcu. Nie reagował na imię (schroniskowe Benek ...), nie chciał patrzeć w oczy. Chodziłam do niego przez tydzień codziennie i karmiłam mięskiem. Trochę się ożywił i zaczął reagować na mój widok, próbowałam głaskać go przez kraty, delikatnie, bo po słowach pracowników nie byłam pewna jego zachowania. Przytulał się do krat. Na pieszczoty reagował spokojnie, widać było, że je dobrze zna i sprawiają mu przyjemność, choć nie znał mnie i może stąd też był ostrożny.

Później przez tydzień byłam na urlopie i jedyne, co wymyśliłam, żeby go stamtąd jak najszybciej wyciągnąć, to hotel. Żadna z fundacji nie chciała się podjąć pomocy, nie znalazł się też dom tymczasowy. Ja mam w domu 5-letniego malamuta, nie tolerującego innych samców + dwa adoptowane koty. Ze względu na nie, a także na spokój i bezpieczeństwo Blacky'ego, nie mogłam go niestety zabrać do siebie. Tydzień po urlopie załatwiłam formalności i miejsce dla psa. Jedną z osób poleconych do kontaktu była właśnie pani Jolanta Sołek z Wieliczki. Pani Jolanta poznał psa na zdjęciach, ale powiedziała tez, że kiedy był u niej przed 2014 r. to zwiewał przez ogrodzenie. Dlatego nie mogła go zabrać od razu do siebie. Nie chciałyśmy go znowu szukać po okolicznych schroniskach. 15.10  podpisałam papiery adopcyjne na siebie i zawiozłam psa do sąsiadki pani Jolanty, prowadzącej hotel JARSA, z wysokimi płotami 🙂 Pies w trakcie drogi Legnica-Wieliczka zachowywał się spokojnie. Wskoczył bez problemu do bagażnika i właściwie całą drogę leżał. Na postoju poszliśmy na spacer i siku 🙂 Nie miałam żadnych problemów, a on nie okazywał kompletnie "agresji".

Po przyjeździe do Wieliczki odwiedziliśmy miejscowego poleconego weterynarza - Blacky został zbadany: powiększone węzły chłonne na szyji, bolesność pleców w  okolicy lędźwiowej, brak bolesności w tylnej nodze, na która lekko utykał.  Został odrobaczony. Jeszcze w schronisku został zaszczepiony na wściekliznę.  Po rozmowie z Panią Agnieszką z JARSY zostawiłam Blackyego i wróciłam do domu.  Z rozmów telefonicznych w następnych 3 tygodniach dowiedziałam się, że pies jest spokojny, chętny jest do spacerów, ma dużo energii, je z apetytem.  Jeśli chodzi o zachowania do suk - nie wykazuje agresji, nie mniej kiedy suka ingeruje w sprawy, które mu się nie podobają to pies pokazywał "kto tu rządzi" - to nie była agresja, po prostu ludzkie "odczep się".  Z psami/chłopakami u pani Agnieszki nie miał kontaktu. Po dwóch tygodniach pies pojechał na szczepienie przeciw chorobom zakaźnym. Okazało się, że mimo dobrego karmienia i warunków pies schudł. Niestety nie dał sobie pobrać krwi więc stwierdzono, że z tym poczekamy. Wspólnie podjęłyśmy decyzje, że z racji na wiek i stan zdrowia po tygodniu pies trafi do Jolanty - znał ją, znał miejsce. W niedzielę 05.11 Pani Jolanta wzięła Blackyego do siebie. Odwiedziłam ją kilka dni później - 08.11. Od razu zauważyła, że pies schudł. W rozmowach dowiedziałam się, że u starszych psów czasami zmiany otoczenia, warunków życia, mimo, że są lepsze, mogą powodować takie objawy. Stwierdziłyśmy, że damy mu jakieś 2 tygodnie. Pani Jolanta mówi, że pies je z apetytem. Na spotkanie ze mną wyszła z nim i 12 letnią suczką. Blacky był ożywiony. Biegał po terenie, suczkę obwąchiwał, co nie bardzo jej się podobało więc kilka razy go skarciła. Po jednej z akcji natrętnego zalotnika i pokazaniu ząbków przez sunię Blakcy przyszedł i usiadł za mną czekając chyba na pocieszenie. Poza tym obchodził cały teren wzdłuż ogrodzenia - podobno szukał dziur w płocie 😉 Widać po nim, że mimo wieku pies jest bardzo inteligentny. Ruch mimo lekkiej kulawizny ma lekki, w biegu wygląda pięknie, fruwa... Był bardzo chętny do zabawy, i wspólnego biegania. Na zawołanie przybiegał właściwie od razu. Na pieszczoty reagowała wdzięcznością. Dostałam zresztą kilka siarczystych buziaków prosto w usta. Przy czesaniu nie okazywał zniecierpliwienia. Pani Jolanta powiedziała, że pies mimo tego wymaga konsekwencji i umiejętności jasnego i zdecydowanego postawienia sprawy (przy moim przyjeździe kilka razy chyba z radości skoczył na mnie...Pani Jolanta zdecydowanym głosem go zdyscyplinował i pies posłuchał).

Informacje od Pani Jolanty:

Pies jest "obsługiwany"

Stosunek do kotów: nieznany

Stosunek do dzieci: nie sprawdzony, ale pies nie objawia agresji

Stosunek do psów: obojętny

Stosunek do suk: obojętny