Malamuty na szlakach Beskidu Żywieckiego

 

Jeżeli śledzicie nasze wycieczki to wiecie, że wykorzystujemy nasze malamuty jako „śliniki” w spinaniu się po górach. Natomiast zejście z takimi psami w dół zaliczyłam bym do sportów ekstremalnych. Tak, tak, to nie lada wyczyn dobrze postawić nogę, jak jest stromo i w dodatku gdy dwa czterdziestokilowe malamuty usilnie pomagają w tym, aby zrobić to szybciej. Nie ważne śnieg, błoto, woda, tylko to by iść do przodu. Tak mnie jakoś natchnęło, aby o tym wspomnieć, na początku tej relacji z naszej wyprawy w Beskid Żywiecki, bo tak miło ogląda się te zdjęcia i myśli jak to świetnie chodzi się po górach z malamutem.

Trasa była dość prosta, jednak w niektórych odcinkach mokre kamienie, woda i roztapiający się śnieg utrudniała przeprawę. Wchodziliśmy od strony Żabnicy na Halę Boraczą później kierowaliśmy się w stronę Hali Lipowskiej i Rysianki, kolejno Suchy Groń i zejście już z powrotem do Żabnicy. Cała trasa miała nie więcej niż dwadzieścia pięć kilometrów. Pogoda bardzo się udała, ładnie świeciło słońce i była dobra widoczność, jedynie błoto utrudniało wspinanie się. Dwa dni temu mocno popruszył śnieg, jednak dodatnia temperatura sprawiła, że wszystko się rozpłynęło i szlaki przypominały strumyki górskie.  Nasza ekipa składała się z czterech malamutów i jednego mieszańca samca Luckyego, psiaka nie dawno adoptowanego przez naszych znajomych. Lucky jest mieszanką malamuta i huskiego, świetnie sobie radził na szlaku. W szybkim tempie dotarliśmy do schroniska na Hali Boraczej, czas na drobny relaksik, raczej nie odpoczynek bo właściwie nawet się nie zmęczyliśmy. Psy wręcz wyły, że chcą iść dalej, zatem idziemy w stronę Hali Redykalnej na drodze błoto, błoto i jeszcze raz błoto. Widoki z Hali Redykalnej super, kiedyś już tam byliśmy, ale nie było tak dobrej widoczności.

Razem na Hali Redykalnej

Czas na sesję zdjęciową, ale psy nadal się domagają, że jeszcze nie zmęczone, zwłaszcza Balto, młody malamut który miał ciągle mało. Zatem ruszyliśmy dalej i wyżej. Zaczyna też pojawiać się coraz więcej śniegu, trasa jest bardzo malownicza, idziemy praktycznie odkrytymi szczytami i podziwiamy widoki, a w tle widać zarys Tatr. Psy też zadowolone cieszą się z pierwszego w tym roku śniegu. Normalnie szaleństwo, tyle radości psy mają ze śniegu.

Takie widoki na Hali Lipowskiej

Idąc dalej docieramy do Hali Lipowskiej, ludzi masa dlatego nie zostajemy na dłużej i kierujemy się w stronę Rysianki. Schroniska są oddalone zaledwie o 10 minut drogi. Na Rysiane rozsiadamy się ławkach. Każdy pies otrzymuje swoją ławkę, tak dla pewności aby uniknąć „nieporozumień” gdy będziemy konsumować posiłek.

Lucky i Finnck na Rysiance

Pełna fotorelacja w naszej GALERII >>>

Psy rozpierała energia, ile się „nagadały” to ich. Ludzie, aż zwracali uwagę na ich ujadanie. Widok na Rysiance niesamowity. W oddali widać Tatry, a nawet doszukałam się kształtów Wielkiego Rozsutca, czyli jednego z większych szczytów Małej Fatry na Słowacji. Siedzimy sobie i podziwiamy te sielankowe pejzaże, tak było malowniczo, że oczywiście zapominamy o bożym świecie i o tym, że jeszcze kawał drogi przed nami. Psy otrzymały to szczęście i mogły trochę pobiegać luzem i nacieszyć się pierwszym śniegiem. Oj, zabawy miały tyle, że hej!

Zabawy malamutów na Rysiance

Schodzimy już z tego magicznego miejsca i kierujemy się czerwonym szlakiem w stronę stacji turystycznej Słowianka. Tempo jest dosyć szybkie, z racji wizji chodzenia nocą po górach. Schodzenie utrudnione przez błotniste strumyki, w które przemieniły się szlaki. Psy już coraz bardziej zmęczone, co nas cieszyło bo mniej ciągły. Drobne błądzenie po szlaku i kąpiele w strumykach też zaliczyliśmy. Docieramy do stacji Słowianka, już prawie o zmroku. Zmęczenie już daje coraz bardziej znać, zatem krótka przerwa na posiłek i „podładowanie bateryjek”. Psy też już mają dość, ledwo zrobiliśmy przerwę, a większość naszego stada już spała. Schodzimy już o zmroku, wiecie trzeba być przygotowanym na taka okoliczność, wiec mamy dobre oświetlenie. Szczerze mówiąc lubię chodzić po górach nocą, jak są dobre latarki to nie jest to problemem! Docieramy do samochodów wszyscy zmęczeni ale szczęśliwi. Tak czasem się śmieję, że właściciel malamuta jest jak on sam. Czyli im bardziej zmęczony tym bardziej szczęśliwy.

Posted by
snomals